czwartek, 22 października 2009

wyjście

"...znajomy się krępuje, nie wypada, tłum nigdy, bez skrupułów. rozerwie, rozwłóczy po polach, kiszki wymota i zacznie się pastwić za swe niespełnienia.
słyszę demoniczny rechot. tańczące upiory, okrakiem, na oklep, na koniach, szarpią za rękawy, za poły: honor, honor, honor - wrzeszczą w niebogłosy... zgrywa.
znajomi oszczędzają, pocieszą, okłamią, udadzą, że nie tak znów źle. obcy zatratują, na kit rozwałkują. koledzy go nie żałują, jeszcze końmi potratują...
(...) to dyskryminacja. należy ją urzędowo, na koszt państwa, tępić, demaskować, obnażać, wypierdalać. skrócą nos, przytną uszy, podszlifują brodę, wprawią zęby, napną piersi, uwydatnią wargi, wygładzą policzki. co z umysłem?"




"wejście i wyjście"
Witold Wedecki

czwartek, 25 czerwca 2009

sesyjnie mordując

Zabić ją. Mam ochotę pastwić się nad nią tak jak ona pastwi się nade mną.
Wręcz z lubieżnością.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie konieczność zaliczania przedmiotów i zdawania egzaminów.
A im dłużej się nie śpi tym wydajność mniejsza. A wysiłek ten i tak nie popłaca bo oceny dają chyba na zasadzie toto lotka...

Kiedyś należałoby odpocząć. Myśl o spaniu, powiedzmy, przez 7 godzin bez przerwy zdaje mi się straszliwie abstrakcyjną.

Ciekawa jestem ile czasu będzie trwała regeneracja po tej sesji - miesiąc? dwa?
Nie jedząc nie śpiąc nie myśląc nie żyjąc jeszcze do wtorku. Później zasnę na dwa tygodnie...

No, to widzimy się we wrześniu. - nie ma gorszego zdania na świecie...

I tak tonąc w straszliwej zazdrości tęsknie i czekam. czekam sobie czekam.
A burza huczy...

wtorek, 26 maja 2009

Ghih

Z nowiusią gitarą na plecach w gorącu potwornym!
Piękna!
Uwielbiam!
I kostki i kabelki ^^
Jak spełnienie, porażenie, ekstaza!!
I zajec i wołk i ważka.
I chirurg. No cuż!

poniedziałek, 30 marca 2009

środa, 25 marca 2009

wtorek, 17 marca 2009

Tak o dzisiejszym dniu.

Chcialam znaleźć się w lesie, na bezwietrznej lące. Chcialam isć po trawie. Łapczywie, zachlannie wtlaczana do pluc nikotyna nie dawala porządanego efektu. Wyobrażalam sobie wode i drzewa. Znalazlam odcinek ciszy.
Próbowalam wniknąć w niego ale byl zbyt suchy.
Nie udalo się.
Nawet sluchać nie moglam.
Powrót tramwajem i znowu to co rano.
Muszę wywieźć stąd gitarę, bo powietrze jej nie sluży.

wtorek, 10 marca 2009

dof.

Siedze slucham.
Tam gadają.
Tam gadają i się klepią.
Wesolo jest i tu i tu.
Siedze slucham klapnięć smichów wybuchów spazmatycznego smiechu.
I jeszcze mlaszcząco-ssące calusy.
Z drugiej strony gadanie.
Mam nadzieję, że jestem dosć cicho i nie przeszkadzam.
Może mnie nawet nie widać?
Niewidzialna

środa, 25 lutego 2009

Śmierć!

Zawsze się zastanawiałam, czy możliwym jest umrzeć we śnie? We śnie umrzeć, zostać zabitym, albo jakoś zginąć. Czy to miałoby jakiś wpływ na życie, zachowanie się po przebudzeniu?

Niedawno przyśniło mi się, że zostałam zastrzelona. A może postrzelona? Mój morderca strzelił do mnie z bliska, w głowę. Ale chyba nie umarłam, bo dalej patrzyłam na niego. Poczułam gwałtowne szarpnięcie i gorąco w prawym uchu. Zero bólu.

Niektóre sny są na tyle rzeczywiste, że odzwierciedlają ból, ten nie. Może człowiek postrzelony w głowę nie czuje bólu? Jakieś nerwy zostają przerwane i ból jest wyłączony? Zostaje tylko tępy szok. Zdziwienie.

Gorąco z ucha wypłynęło na zewnątrz i pełzło po szyi. Morderca stał nade mną i patrzył na swoje buty. Ja na niego. Można umrzeć czy nie?

Wstrętne sny. Szkoda, że nie zdarzają się tak często jak kiedys.. Może to przez sesje? A kiedyż to ona się kończy?

niedziela, 15 lutego 2009

Cisza!

Najpiękniejszym, zbawiennym dźwiękiem, uczuciem i wrażeniem, jest cisza. Piękna, naprawdę piękna jest cisza. I ta wokól i ta w srodku i ta na zewnatrz. W każdej postaci, zwlaszcza gdy się ma dla niej wlasne znaczenie. Piękna wspaniala porażająca przytlaczająca cisza!
Moja brzmi ostatnio Johnem Frusciantem i Red Hot Chili Peppers. Że też czasem czlowiek po kilku latach dowiaduje się, że kocha ^^. Chodź latwiej nienawidzić. Ale cisza piękna! Ta w srodku przepiękna.
Ta na zewnątrz lekko buczy . I zgrzyta.

Zastanawiam się, czy gdy się kogos skrzywdzi, to latwo jest to zauważyć. Gdybym kogos skrzywdzila chyba bym to zauważyla? Na razie robię za skrzywdzoną. Nie widać tego?

Kocham uwielbiam i adoruję pana z gitarą elektryczną.

wtorek, 3 lutego 2009

znikosć

Pisanie pamiętnika zamykanego na kluczyk zawijanego sznureczkiem pakowanego w skrzyneczkę zamykaną na klódkę chowaną pod lóżkiem pod dywanikiem pod obluzowaną deską w podlodze przybitą gwoździami zaklejoną tasmą izolacyjną i z umieszczoną na wierzchu wnyką i pulapką na myszy w pokoju zaplombowanym i zabitym dechami z tasmą policyjną na framugach byloby chyba mniej intymniejsze i bezpieczniejsze nawet niż pisanie tego bloga.

Prawdopodobieństwo że ktos go przeczyta leży tak dalego od 0 na osi w kierunku minusowym że dąży wręcz do minus nieskończonosci.

Co by tu napisać do ludzi którzy tego nie przeczytają? A może taka forma wlasnie jest najlepsza. Pisać do nikogo, lepiej zawsze pisać niż mówić, i niż nawet mówić do kogos kto nie slucha i nie rozumie. Pisząc do nikogo nie uslyszę "Cos mówilas?". Pisząc do nikogo nie muszę odpowiadać, i to jest najlepsze chyba, nie musieć odpowiadać i sluchać.

Milo tak spędzać czas. Bardzo milo.

środa, 14 stycznia 2009

Niemoc

Jaka jest najgorsza postać kłamstwa? Okłamywanie rodziny, najbliższych. Mówienie że jest świetnie, że mi dobrze idzie, że mam zaliczenia. Jak im to powiedzieć? Jak się w ogóle czuje człowiek, który po półtora roku studiów z nich wylatuje?
Co ja czuję?
Nie wiem. Nie potrafię nazwać tego co się ze mną dzieje. Czuje wszystko naraz i równocześnie nic. Kiedy wszystko się wali i człowiek czeka tylko na cios kata wpada chyba w totalne otępienie. Półtora roku pracy, walki ze sobą, rozpaczliwej walki. Nie potrafię tego znieść w żaden sposób. Każda myśl o tym powoduje napad rozpaczy.

Dzisiaj są moje urodziny. Spojrzenie w przeszłość, krótkie w przyszłość (której nie widzę) i na stan obecny.
Urodziłam się tylko po to aby niszczyć i sprawiać zawód. Nic innego nie potrafię. Wszystko mnie paraliżuje denerwuje drażni męczy rozprasza i doprowadza do szału. Chciałabym tak jak inni studiować, łazić na zajęcia zachwycać się nimi. Chcę tego. Ale nie mogę. Nic nie mogę zrobić. Jak skupić się na studiach kiedy wstanie rano jest niemożliwe? Zrobienie najprostszego posiłku jest niemożliwe? Ubranie się sprawia problem tak wielki, że aż jest to a-wykonalne?

I jak z szeregu kłamstw, zapewnień, po takim czasie utrzymywania w upewnieniu że jest dobrze, nagle powiedzieć, że to koniec? Jak to zrobić? Mamo. Tato. Wyrzucili mnie z uczelni. Nie zdążyłabym nawet powiedzieć co się ze mną dzieje. Zawiodłaś nas jak mogłaś tyle pieniędzy idź do sklepu sprzedawać co my teraz zrobimy co powiemy rodzinie wstyd hańba wstyd tyle pieniędzy tyle czasu (mojego zdrowia i utraty psychiki to już nieważne) co ty sobie myślałaś jak mogłaś nam to zrobić zawiodłaś nas zawiodłaś nas zawiodłaś nas!

Gdyby nie było tak cholernie trudno. I co robić dalej? Może powtórzyć rok? Albo zacząć od nowa? Albo rzucić wszystko w pizdu i spać całymi dniami mając wszystko w dupie? I słuchać wyrzutów.

To najsmutniejsze, najgorsze urodziny w moim życiu, które spędzam zadręczając umysł, dusząc się w środku. I przed chwilą kolejne kłamstwo. Wszystko dobrze? – Pewnie! Wszystko w porządku. Ratunku. Jak zawieźć mamę w najlżejszy sposób? Jak powiedzieć ;(((((







Chciałabym najbardziej w tej chwili żeby ktoś podszedł do mnie o powiedział: „Zrób tak. A wtedy będzie dobrze i wszystko się naprawi”.






Jak mogę na cos takiego sobie zaslużyć?

poniedziałek, 5 stycznia 2009

Nowy dzień.

Pierwszy wpis, pierwsze słowa. Winny mówić o autorze jak najwięcej, ukazywać go, zaciekawić. Tu przynajmniej nie trzeba podawać kategorii bloga , bo nie mam pojęcia co tu będzie. Mnóstwo słów prowadzących dokądś lub donikądś.
Przede wszystkim niemoc. Niemoc czegokolwiek i jej odnogi. Nudne monotonne gadanie wciąż o tym samym problemie z różnych stron może nieco zamaskowane może wprost. Ale zawsze.
Każdy chciałby, ale cóż.

No i tak dziś nowy dzień nowy blog można by pomyśleć super extra świetnie. Udawanie że tak ma być i że jest dobrze też męczy.

Usiłowanie bycia nie tu, wszędzie byle nie tu. Toczę więc każdego nowego dnia walkę o to żeby był inny, żebym była gdzie indziej i najlepiej kimś innym. Jeśli są na to jakieś sposoby z chęcią je wypróbuje.
Nie było tu nic konkretnego ale notka jest. Punkt zdobyty. Przedstawianie zakończone.


Moja ostatnia choroba, niesamowity film, muzyka, aktorzy, wszystko, po co wymieniać. Dwa smaczki, ulubione utwory:

Roxanne

Spectacular